Odwiedź mnie tutaj

czwartek, 21 maja 2015

IV TKF i kilka przemyśleń

Długo mnie nie było, nie wrzucałam zdjęć, miały być posty na blogu, a nigdy nie dochodziły do skutku. Nie dlatego, że mi się nie chciało, że nie było co... Cały ten czas bardzo intensywnie pracowałam. Jako konsultant ds. sprzedaży, jako fotograf w Jatomi, na zleceniach i robiąc sesje tylko dla siebie, jako instruktor nurkowania, który ledwo co czasem zdążał na zajęcia, jako ukochana, która ogarniała dom, gotowała, sprzątała i kobieta, która bardzo mocno się pogubiła.
Wpadłam w wir pracy, obowiązków, miliona spraw do załatwienia, bez czasu na wzięcie oddechu i pójście na spacer, bez siadania na ogrodzie i porozmawianiu ze sobą. A trzeba.

Majówkę spędziłam z dala od miasta, od zleceń, Internetu, miałam swoje 3 najlepsze przyjaciółki, naładowane akumulatory na głupie zdjęcia i nagrania, i żadnych zmartwień. Cudowne 2 dni, bo tylko tyle udało się wygospodarować, ale były to przełomowe dni. W ogóle maj był dla mnie miesiącem bardzo ciężkim, ale i wiele mi przypomniał, uświadomił. Na majówce, o 2 w nocy dowiedziałam się, że zakwalifikowałam się do 10 finalistów IV Toruńskiego Konkursu Fotograficznego. Kilka dni później skontaktował się ze mną Lukas i nagle okazało się, że muszę jechać do Torunia, na konferencję prasową, dwie 15-minutowe sesje i potem na finał. Szybkie załatwianie wolnego, dopinanie pociągów, bo ze Szczecina nie tak łatwo do Torunia dojechać. A wszystko na dwa dni przed tym, jak miałam się tam pojawić.

Udało się, obładowana toną sprzętu, jadąc w nieznane, przesypiając połowę drogi w pociągu, w którym jechałam od 22.30 do prawie 10. I w głowie cały szereg myśli, że nie warto, że wszyscy będą się spinać, że słaba atmosfera, że mam za słabe zdjęcia, że w sumie to inwestuję pieniądze i czas, i nic z tego nie będzie. Tak wtedy myślałam. Zapomniałam powiedzieć, noclegu nie miałam żadnego, kilka miejsc, gdzie się odezwę, ale nic pewnego.

Dojechałam, Toruń, dworzec w przebudowie, gdzieś na peronie wypatrzyłam 2 ludzi, mały pies w torbie, która przypomina torbę foto, jakiś zakręcony koleś w modnych ciuchach... to pewnie Lucas i fotografowie, którzy też przyjechali. Zostajemy wysadzeni na Starówce i mamy iść pod jakiś Dwór Artusa i tam czekać na resztę. Nikt w sumie nie ogarnia, co się dzieje, ale zaczynamy gadać z Kubą i Wiktorią, i powoli zaczynają mijać obawy, że będzie słaba atmosfera. Dobre dla mnie było to, że nie jechałam wygrać, jechałam poznać nowych ludzi i jechałam po przygodę.

Po konferencji nie miałam żadnych złudzeń - to będzie jedna z najlepszych zabaw foto, w jakich brałam udział! Genialni ludzie, każdy z zupełnie innej beczki, o nikim nic praktycznie nie wiem, część już była w poprzednich edycjach, wszyscy dojezdni - Warszawa, Bydgoszcz, Ciechocinek, Trójmiasto itd, tylko jeden fotograf z Torunia.

Zadania konkursowe: 15 minutowa sesja z modelką, tyle samo czasu na modela i " Toruń miastem architektury". Każdy fotograf dostaje tak samo przygotowanych modeli, stroje od Male me i Anh'a z Project Runway. Wszyscy wiedzą co, jak, gdzie, ja ani Torunia nie znam, ani nie mam wybranego miejsca. Nieważne, jako model Bartek Skaj, który namówił mnie do udziału i z którym miałam juz przyjemność pracować. Po konferencji ustalanie szczegółów, cały mój misterny plan się wali, modelka jest tylko dziś bądź w niedzielę (a wtedy już musiałam być w Szczecinie), nieważne, damy radę. Powstała frakcja Warszafki - Kuba, Lucas, ja, trójka świrów, których poczucia humoru nie rozumie nikt poza nami.

Pierwszą sesję robił Kuba, dzielnie pomagałam, asystowałam, przeszkadzałam, druga sesja z Pauliną była moja, było śmiesznie, mokro, wszyscy równo pracowaliśmy na mega efekty. Było wspaniale!!!! I nie wiedziałam, że aż tyle zdjęć można zrobić w 15 minut. (sesje pokażę Wam niedługo)

Po sesji rozeszliśmy się każdy w swoją stronę, robić zdjęcia archi, odpocząć, ja włóczyłam się z Bartkiem, dziękuję za te 22 km, które ze mną wytrzymałeś. Skrajne emocje, ale koniec końców ja byłam zachwycona, nie było spiny, rywalizacji, była pomoc, świetne rozmowy, nie tylko o fotografii, dla mnie był to powiem świeżości. Wieczór na rynku popijając piwo z Kubą, Wiktorią, Kacprem, Lucasem i Moniką. Po prostu idealnie.

Następnego dnia kolejne sesje, tym razem z Bartkiem. Bartek to kopalnia emocji i genialnych pomysłów, czasu mieliśmy mnóstwo, ale pomysłów na drugie tyle. Efektami byłam zachwycona, były emocje, był fashion, była genialna miejscówka, którą znaleźliśmy totalnie przez przypadek. Aż nie chciałam wracać, chciałam aby to trwało i trwało. Powrót blablacarem, a potem odpoczynek z ukochanym...

We wtorek termin nadsyłania prac na wystawę, każdy musiał się wypowiedzieć, pomóc, doradzić, w końcu się udało, zdjęcia poszły, a ja już przebierałam nóżkami, żeby znowu poczuć atmosferę TKFu i spotkać tych ludzi. W czwartek usłyszałam najwspanialszą wiadomość, jaka mogła być - Łukasz pojechał ze mną na finał, w drodze znowu miałam wahania nastrojów, czy aby te zdjęcia się nadają, czy też nie. Dużo, dużo emocji.

Warsztaty z błyskania, gdzie oprócz pięknej Pauliny pozowała również Foka, plotki o zadaniu finałowym i prezentacja prac wszystkich uczestników. Uwierzcie mi, było na co popatrzeć! Miałam swoich faworytów jak każdy, prace były naprawdę fenomenalne. Każda inna, każda się uzupełniała, niesamowite doświadczenie. No i finał - oceny od jury, od modeli, zgarnęłam sporo punktów i usłyszałam naprawdę wspaniałe, budujące słowa odnośnie swoich prac, ja już wtedy wygrałam. Nie dostałam się do finałowej 4 i po ogłoszeniu wyników.... byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Wiecie, w tym wszystkim chyba najlepsze było spojrzenie na Łukasza, który był ze mnie tak strasznie dumny, największa nagroda. W czasie, gdy finaliści męczyli się z zadaniem finałowym, my z Łukaszem zjedliśmy obiad, bo zaraz musiał wracać do Szczecina. Wygrała Zuzia, której po raz kolejny serdecznie gratuluję, jesteś cudowną osóbką, która ma niezwykle delikatne, emocjonalne spojrzenie na świat, to wspaniałe!
Pracą finałową miało być zdjęcie wykonane w 7 minut i w 7 wybrane, obrobione, a będące reklamą Toyoty z wykorzystaniem pięknej Kseni Chlebowskiej z Top Model.

A po wszystkim wszystkim - after party, co prawda my jako uczestnicy wcześniej poszliśmy na wspólna kolację, pochodziliśmy chwilę po mieście i czekaliśmy na organizatorów z jury. Cała noc na parkiecie, klub dla nas. Budujące rozmowy, mnóstwo śmiechu, genialna zabawa. Nie zepsuło tego nawet to, że nasz pociąg do Warszawy opóźnił się o godzinę i z Kubą czekaliśmy zmęczeni i zmarznięci na dworcu...

Jeśli ktoś będzie się kiedykolwiek zastanawiał, czy warto spędzić kilkadziesiąt godzin w podróży dla kilku krótkich chwil... warto! Ten wyjazd nie tylko dał mi okazję poznania genialnych ludzi, zarówno uczestników, jak i jury, ale przede wszystkim pokazał, że kluczem do sukcesu, jest uwierzyć w siebie. Mi przypomniał, ile mam w sobie energii, ile uśmiechu i ile szalonych pomysłów w głowie, przypomniał, jak to jest śpiewać sobie na cały głos w aucie i tańczyć, nie przejmując się ludźmi na zewnątrz, o tym, że dobre zdjęcie to nie tylko doskonale przygotowana model/modelka, ale też wizja, wyobraźnia i emocje, te naturalne, te prawdziwe.

Dziękuję za tak wspaniałą zabawę, za tak piękne wspomnienia, za łzy radości i zakwasy od śmiechu, za pozytywną energię i to, że żyjecie pełnią życia, dzięki temu mam ochotę na to samo! :*