Odwiedź mnie tutaj

wtorek, 29 września 2015

Syreni śpiew

Każdy, kto siedzi troszkę dłużej w fotografii, baśniowych klimatach, a do tego jeszcze jest z Warszawy, na pewno słyszał o mojej modelce, znanej niektórym jako Lady Elbereth.
Nie dość, że to zacne dziewczę ślicznie pozuje, samo w sobie bardzo ładne, to do tego ma ogromną szafę z perełkami, które nie wiadomo skąd wyczarowuje.

Na sesję umawiałyśmy się... 2 lata. Tak jakoś wyszło, jak mieszkałam jeszcze w Warszawie, to nigdy się złapać nie mogłyśmy, a jak przyjeżdżałam, to sprawa jeszcze bardziej się pokomplikowała... Koncepcje zmieniałyśmy jedynie z milion razy i nieskończoną ilość miałam choćby sukienki pożyczyć, ale zawsze było nie po drodze - zła pogoda, wizka uciekła z krzykiem, albo akurat którejś zlecenie wpadło, zawsze coś.

Ale w końcu, po tych dwóch latach ustaliłyśmy, że wreszcie coś robimy, zaczęło się od czepca z muszelek, doszło do stylizacji, miejsca i wyboru (trochę na ostatnią chwilę) wizażystki (o niej za chwilkę!).
Pierwsza sesja nie doszła do skutku, bo lało, drugie podejście tydzień później - podobna sytuacja, ale tym razem nie było mowy o przekładaniu, więc z godzinnym spóźnieniem dotarłam do malujących się dziewczyn. I tu właśnie wchodzi wątek Marty... Bo co do makijażu nie ustaliłyśmy jako takich wytycznych, więc nasza genialna wizażystka miała kompletnie wolną rękę :D Uwierzcie mi, tyle wewnętrznego spokoju, gdy Pola otworzyła mi drzwi, nie miałam chyba nigdy, nie dlatego że cos było nie tak, ale dlatego, że w życiu nie miałąm na sesji tylu kolorów! :D Fakt faktem, po chwili już przywykłam do całokształtu i niewątpliwie zakochałam się w całej wizji, była totalnie pojechana i kocham ją za to.

Dziewczyny okazały się dwoma wariatkami, co chyba najlepiej Wam pokażę na backstage'u ;) Mimo słabej pogody, kilometrów, które znowu musiałyśmy łazić, słońca, które za szybko nam się chowało i lodowato zimnej wody, w której siedziała Pola, przemoczonych kaloszy i rozbierania naszej modelki.... było idealnie <3

Łapcie zdjęcia z moją genialną ekipą
Mod. Lady Elberth
MUA; Marta Chojecka














A za kulisami działo się o tak:






środa, 23 września 2015

Uciekająca Panna Młoda

Zawsze trudno mi zacząć pisać, ale o tej sesji muszę. :)

Zacznijmy więc od początku... powstała ona na plenerze Misja Wschód, dla jasności - plenery to taki dziwny czas w życiu człowieka, kiedy zaciera się świadomość mijania czasu, trwania w rzeczywistości, zapomina się o pracy, zmartwieniach. To taki czas, gdzie poznajesz nowych wariatów, którzy są równie dziwni jak Ty, a mimo tego Cię akceptują i lubią, choć znacie się zaledwie kilka dni.

To właśnie tam, wśród nowych niezwykłych mordek, poznałam dwie osoby, bez których ta sesja by nie powstała: Dawida i Ulę.
Plenery to czas mega kreatywności, mnóstwa kadrów, ale i odpoczynku, ciągłego luzu. Dlatego też i ja nie robiłam baaardzo dużo, brakowało zacięcia, skupiłam się na reportażówkach, chciałam czegoś wow. Powstało kilka raczej krótkich sesji, z każdej jest mega zadowolona, bo pozowały mi doskonałe osoby, ale wiecie... patrząc na pomysły i prace m.in. niejakiego Michała Buddabara, czy też Sławka Patoki, każdy ma wrażenie, że jego są co najmniej nudne.

Długo nie wiedziałam, co z Dawidem zrobić. Model, którego z pewnością kojarzycie, który pozował wielu wybitnym osobom i nie chciałam z nim robić kolejnych "ej, chodź tu stań i zapozuj" (choć i takich zrobiliśmy dużo, między jednymi sesjami,a  drugimi i pech chciał, że uwielbiam je, za prostotę i naturalność, no i za uśmiech, którego (ponoć) nikt wcześniej tak nie uchwycił).

I tu wkracza właśnie Ula, kiedy to siedzieliśmy sobie wieczorem wszyscy przy trunkach i po raz kolejny wyszło, że Dawid nigdy nie miał robionego kobiecego full make up'u... No i tak to poszło... to zrobimy upięcie, to dopniemy welon, cudem znalazła się suknia ślubna... w dobrym rozmiarze.
Sesja była planowana na poranek... i tak o 7 zaczęliśmy przygotowania, a sesję zaczęliśmy o 11, o ile mnie pamięć nie zawodzi. Niecała godzina na ogarnięcie koncepcji, pracę z zupełnie innym światłem, niż była w mojej wizji, a znajdowaliśmy się w kompletnie białym miejscu, czytaj kopalni kredy.

Oczywiście, jak to u mnie, w między czasie wizja ewoluowała, w trakcie sesji zmieniła się znowu ;)

Czy daliśmy radę, oceńcie sami, ale jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, mając takie śmieszki przy sobie. Ula zrobiła kawał obłędnej roboty, nadal nie mogę wyjść z podziwu dla makijażu, fryzury, z tego jak idealnie mi pomagała ze wszystkim na sesji, Dawid pięknie wszedł w rolę Panny Młodej, a mi pozostało spiąć naszą wizję kilkoma kadrami...
Dziękuję Wam!!!

Model: Dawid !!!
Wizaż i fryzura: Ula Maksymiuk <3

































 Backstage ;)